Pałac carski w Białowieży

Pałac carski w Białowieży

Zbiór opowiadań i publikacji

Najstarszy znany artykuł w języku polskim poświęcony opisowi pałacu - „Kurjer Warszawski” - 1894
Opis dekoracji malarskiej w pałacu.
Wspomnienia gubernatora grodzieńskiego Michaiła Michałowicza Osorgina z polowania w 1903 roku.

Najstarszy znany artykuł w języku polskim poświęcony opisowi pałacu -„Kurjer Warszawski”- 18 września 1894r.

Pałac w Białowieży, gdzie w ostatnich czasach raczyli przebywać Ich Cesarskie Mości Najjaśniejsi Państwo z Najdostojniejszą Rodziną, mieści się wśród obszernej przestrzeni leśnej zdala od miejsc zamieszkanych. Nie przypominając z wyglądu zewnętrznego żadnego określonego typu architektury, pałac w Białowieży, o ile pozwalały środki miejscowe, zbliża się do stylu anglo-saskiego. Nad węgłami jego od strony południowo-zachodniej wznosi się wieża z wyobrażeniem herbu pałacowego i ze sztandarem Cesarskim. Inna wieża z żółtej cegły znajduje się od strony południowo-wschodniej i zaopatrzona jest w złoconego orła. Pałac zbudowany jest z cegły czerwonej i żółtej, wyrobu miejscowego, na cemencie, według projektu i pod kierunkiem architekta hr. de Rocheforta. Za materjał do urządzeń wewnętrznych posłużyło wyłącznie drzewo z lasów miejscowych i żelazo [przez co w pełni zrealizowano główny zamysł twórcy-osiągnięcie solidności i uniknięcie imitacji materiałów obcego pochodzenia] .

Schody wjazdowe wykute są z kamienia polnego, o którego wielkości można sądzić chociażby z tego, że z jednego kamienia można było wyciąć 150 płyt do układania stopni. Ściany wewnętrzne pałacu i sufity , zamiast podlegającemu względnie łatwemu niszczeniu otynkowania, posiadają oprawę drewnianą; niektóre pokoje wybite są matami chińskiemi i manielskiemi. Całe umeblowanie jest z drewna, po większej części wyrobu miejscowego, kryte skórą i lekka materją [kretonem], odznacza się zaś bogactwem rysunku. Piece zbudowane są z majoliki barwionej, odmiennego w każdym pokoju rysunku. Balustrada schodów, żyrandole i oprawy lamp elektrycznych, wszystkie części metalowe u drzwi i okien są wyrobione wyłącznie z żelaza polerowanego.

Wszystkich pokojów w pałacu jest ogółem 120. Sutereny zajęte przez służbę i częściowo przeznaczone na piwnice; parter zajęty jest na pokoje dla służby, pokój stołowy, gabinet do picia kawy i bilardy; na pierwszem piętrze znajdują się pokoje Cesarskie, składające się z gabinetu, bawialni, sypialni, pokojów dla Jego Cesarskiej Mości i Jej Cesarskiej Mości, dwóch ubieralni, tudzież pomieszczenia dla Wielkich Książąt; na wyższem piętrze znajdują się zapasowe lokale dla świty. Z przedsionka pałacowego idą główne schody, służące za komunikację dla wszystkich pokojów z jadalnią; na stropie ponad schodami widnieje plafon alegoryczny z wyobrażeniem polowania w puszczy białowieskiej.

Pod względem urządzenia wewnętrznego zwraca na siebie uwagę gabinet Jego Cesarskiej Mości; jest on cały wyłożony drzewem dębowem, po nad obiciem z dębu ciągnie się fryz ze skóry łosia; meble są również dębowe, kryte skórą ciemnokasztanowatą [szagrynem]. Ściany bawialni wyłożone są klonem w formie pilastrów, pomiędzy któremi rozciągnięto obicie z perkalu angielskiego, meble są klonowe z obiciem perkalowem. W bawialni znajduje się stół, zrobiony z kloca dębowego, liczącego 315 lat wieku. Największy z pokojów, stołowy, wbrew przyjętemu zwyczajowi, wyłożony jest jasnemi gatunkami drzewa, a mianowicie klonem i lipą, ozdobionemi rysunkami wypalanemi. Sufit ozdobiony jest trzema dekoracyjnemi panneaux z amorami. Na ścianach znajdują się podobne panneaux z kwiatami. Na ścianach niektórych innych pokojów znajdują się sceny z życia myśliwskiego. Na ścianach w sali bilardowej wyobrażono alegorycznie ranek, południe i wieczór, a dalej sceny z polowania centaurów na jelenie, grupa centaurów grających na piszczałkach i nimfy, topiące [pijanego] satyra; na suficie wyobrażone jest polowanie na ptactwo.

Pałac oświetlony jest elektrycznością: wewnątrz lampami żarowemi, na zewnątrz zaś łukami Volty. Przepływająca przed pałacem rzeka Narewka zamknięta jest szluzą systemu Poiret`a i tworzy dwie sadzawki ze sztucznemi kępami i wysepkami. Po przeciwnej stronie pałacu znajduje się placyk z grupą starych dębów, wśród których rozbity jest namiot z cerkwią obozową. Otaczająca pałac puszcza Białowieska pod względem ilości zwierzyny i z uwagi na utrzymany jedynie tutaj gatunek żubrów stanowi nieporównane miejsce do polowania.

(Praw. wiestn.)

„Kurjer Warszawski” 1894, nr 258, s. 1.

spis treści

Opis dekoracji malarskiej w pałacu.

...wspaniałe dekoracje w pałacu myśliwskim w Białowieży.

Skok szaleńczy – od mistyki do myślistwa. Lirykę kniei leśnych i jej mieszkańców, wśród otaczającej przyrody- odczuł Jasiński nie jak myśliwy, ale jako malarz, entuzjasta cudów natury. Na złociście przetykanem podłożu – mknie Łania w susach sprężystych jak strzała, z przerażeniem w oku, a za nią cała zgraja rozjuszonej psiarni, zabiegającej ze stron obu; ten i ów z gończych, tknięty racicą wywraca się i kona w drgawkach konwulsyjnych, reszta jednak tem zacieklej naciera, chwytając za uda, czepiając się grzbietu, lecz wraz strząśnięty odpada w gąszcz. Walka o życie. Dla łani zguba beznadziejna, gdy z ubocza, z gęstwiny zabiega sfora ciętych ogarów.

Układ tej części kompozycyjnej, w jednolitej budowie i barwie, tchnie wnikliwością, siłą wyrazu tragicznego. Żadnych drobiazgowań – rzekomej wykończoności, w czem tak lubują się laicy na własną zgubę.

Przedmiot traktowany śmiałemi płaszczyznami malarstwa dekoracyjnego. Ustosunkowanie tonów, ich intensywność, uplastycznia głębię puszczy lesistej.

W bocznej części tryptyku tkliwi się miłość wieczysta. Na bekowisku – rogaty – jegomość, Jeleń wspaniały, nawołuje rykiem strachliwe łaniątka, ciekawie wychylające łebki z poza zarośli. Obraz pełen uczuciowego patosu, cały w tonacji sepjowej, barwnie akcentuje rozkosz malarską.

Od strony przeciwnej owego obrazu - przedstawia malarz groźnego Odyńca, gdy wyżenąć go usiłują z oparzelisk naganiacze, zbrojni w drągi i widły, z pomocą pręgatego ogara, - ten ostatni radby się dorwać, lecz boi się okrutnika, bo i któżby się nie uląkł tych kłów zabójczych.

Odyniec świetnie upostaciowany w całym rozmachu potężnej budowy. Ruch naganiaczy silnie wyrażony. Rozległy ten supraport kompozycyjny doskonałą stanowi przeciwwagę wobec sąsiedniej części obrazu.

Żubr, - chwała Białowieży, tkwi mi w pamięci z uporem, - wprost klasycznie pojęty, na miejscu naczelnem. Samotny przegląda się w zatoce,- dziwotwór urody wspaniałej, w ozdobie czupryny bajecznej, karku i łbie potężnym. Sądzę, że to najlepsza sztuka w sztuce malarskiej i puszczy Białowieskiej. A oto Łoś – wcale nie bagatela, w łopaty zdobny widlaste, ponury, cudaczny, maści przepięknej. Żywcem odmalowany w ruchu, arcywyrazie, w sam raz upostaciowany.

Wyzbyć się z notatnika scen rybołówczych- byłoby niegodziwością. I coś tam majaczy się – jakby szuwary, łodzie i siecie w poblaskach o świcie. Może to urojenia malarskie w tonacji głębokiej, jak one zatoki, topiele w dziw refleksach, w oddali, a szczupak tuż rwie przynętę z wędziskiem, myląc czujność rybaka- malarza.

Motywów życia wnętrz kniei, ku czci pradziejów, pościgu łowczego, rzewliwych skowytów psiarni na skraju puszczy – odmalował Jasiński bez liku.

Fauna i flora wraz, w holu pałacowym. Wabią urokiem cietrzewie na tokowisku wśród darnin i ornamentyce, nadzwyczaj zręcznie odmalowanej przez Stanisława Jasińskiego, brata Zdzisława.

Prace białowieskie, na olbrzymich płótnach, wzbudzały podziw zasobem wiedzy i talentu.

A. Kędzierski, Zdzisław Jasiński 1863-1932, Warszawa 1934, s.19-21 (pisownia oryginalna).

spis treści

Wspomnienia gubernatora grodzieńskiego Michaiła Michałowicza Osorgina z polowania w 1903 roku (tłumaczenie Anna Kordiukiewicz).

Podczas tego wyjazdu, przyjemnie mi było zwiedzić Puszczę Białowieską. Jechałem tam w konkretnym celu: dokładnie zaznajomić się z administracją i miejscem, ale co najważniejsze – z charakterem miejscowej ludności, ponieważ w tym roku oczekiwano przyjazdu władcy na łowy.

Mówiono mi wcześniej o pięknie Puszczy, ale i tak rzeczywistość przeszła moje oczekiwania; zdumiał mnie nie tyle ogrom lasu (Puszcza zajmowała 230 tys. dziesięcin w trzech powiatach: prużańskim, wołkowyskim i bielskim), ile różnorodność flory i fauny: jedziesz to wiekowym lasem świerkowym, to dębowym, to liściastym, typowym dla środkowej części Rosji. Przy tym cały czas przebiegają szosę zwierzęta, które zwykło się widzieć w ogrodach zoologicznych. Różnorodne gatunki: sarny, jelenie, dziki – nie mówiąc już o żubrach – spotykało się często, a one nieszczególnie płoszyły się widokiem powozów.

Zarząd Puszczy pod względem liczby urzędników mógłby konkurować z zarządem guberni. Puszcza była rozdzielona na pięć majątków, a w każdym z nich był zarządca z całą ekipą urzędników, podporządkowanych głównemu zarządzającemu Puszczą – Kołokolcowowi. Oprócz tego funkcjonował oddzielny zarząd łowów z głównym łowczym Newerlym na czele i większy zarząd pałacu podporządkowany generałowi Popowowi. Nie tylko wszystkie majątki były połączone linią telefoniczną z zarządem Puszczy, lecz także myśliwskie domki osób pilnujących żubry. Była to szczególna posada – do obowiązków należało dbać o dobro żubrów, organizować dokarmianie, a w razie choroby zwierzęcia zaganiać je do specjalnego 50-dziesięcinowego obszaru, gdzie leczył je cały zespół weterynarzy. Natomiast w razie gdyby żubr opuścił granice Puszczy, dozorca był zobowiązany śledzić go, nawet w obrębie drugiej guberni i zastosować wszelkie środki, aby zwierzę powróciło do puszczy.

Do moich obowiązków należała jedynie ochrona monarchy w drodze i w samej puszczy w czasie spacerów i polowań. Sam pałac w czasie pobytu władcy przechodził pod kontrolę pałacowej policji. Ochrona w Puszczy była nie na żarty – z powodu ogromnej przestrzeni, ale głównie dlatego, że zderzały się tu dwa interesy. Nasilona ochrona mogła zaszkodzić powodzeniu łowów – przez spłoszenie zwierząt. Mimo problemów połączenia ochrony z interesem polowania był jeszcze jeden duży problem – charakter samego władcy, który nie lubił wszelkich środków ostrożności, a w czasie swego pobytu w Białowieży marzył o pełnym odpoczynku jako osoba prywatna. Myślę, że nie zdawał sobie sprawy, za cenę jakich problemów, wysiłków i kosztów odbywały się jego polowania w Białowieży.

Cała Puszcza była podzielona na kwartały, każdy wielkości jednej wiorsty kwadratowej; w przesiekach okalających kwartały siano trawę, nie dopuszczano tu żadnego ruchu, służyły one jedynie władcy w czasie polowań. Widziałem te drogi przed przyjazdem monarchy: był to miękki, jednolity trawnik, po którym powozy przetaczały się bezszelestnie. Do każdego polowania – a odbywały się dwa dziennie: do śniadania i po śniadaniu – wyznaczano dwa sąsiednie kwartały, natomiast w przesiekach między nimi organizowano stanowiska, to znaczy miejsca dla myśliwych – zwykle 11–12, zależnie od ich liczby. Stanowisko to miejsce wcześniej obsadzone krzakami w celu ukrycia myśliwego. Jeśli las był wyjątkowo gęsty, wokół każdej pozycji przecinano trzy wizurki – wąskie, ale stosunkowo długie, aby dojrzeć zwierzę jeszcze w gęstwinie leśnej. Wieczorem do kwartałów przeznaczonych na następny dzień w miarę możliwości zaganiano zwierzęta, a na noc wybrany kwartał otaczano siecią. Z rozpoczęciem polowania batalion piechoty, przysłany do obławy, naganiał zwierzęta na przesiekę, gdzie stali myśliwi. Kiedy zbliżali się do przesieki, gdzie były stanowiska, zatrzymywali się, myśliwi robili воль-фас, a po nowym sygnale drudzy naganiacze zaganiali zwierzęta z sąsiedniego kwartału.

Pomimo tego, że w Białowieży znajdował się oddział poczty i telegrafu, na czas przebywania władcy oddział rozrastał się niemal trzykrotnie. Oprócz tego w samym pałacu organizowano tymczasową stację telegraficzną z bezpośrednim połączeniem z Petersburgiem i Warszawą.

Już tych kilka problemów, o których wspomniałem, świadczy o trudnościach organizowania carskich polowań. Kołokolcow miał inne problemy – aby było wystarczająco dużo zwierzyny i aby polowanie się udało.

Opowiadał mi on o dwóch wydarzeniach z polowań, które odbywały się wcześniej. Wspomniał o nich na dowód swej sumienności w wypełnianiu obowiązków zarządcy, a ja w duchu pomyślałem sobie: „Biedny władca nie wie, że czasami chęć spełnienia jego prośby pociąga za sobą niepotrzebną pracę i koszty”. Było tak: W czasie jednego z polowań monarchini, wróciwszy do pałacu na obiad, zachwycała się przesiekami prowadzącymi na miejsce polowania, szczególnie urzekała ją cisza i bezszelestne przemieszczanie się powozów po trawie. Mimochodem zauważyła, że to wrażenie psują tętent kopyt i łomotanie powozów przy przejazdach przez mostki przerzucone przez rowy, a ponieważ powozów jest kilkanaście, hałas ten z przerwami trwał stosunkowo długo. Obecny na obiedzie książę Wiaziemski, zarządzający wtedy apanażami, wziął to sobie bardzo do serca i jak tylko skończył się obiad, wezwał Kołokolcowa. Nakazał mu w nocy pokryć świeżą darnią wszystkie mostki, przez które miał się odbywać przejazd monarchy. Zarządca miał to uczynić na tyle umiejętnie, aby wydawało się to przedłużeniem gazonu. Można sobie wyobrazić, jakim wysiłkiem wykonano to zadanie w nocy na długości kilkudziesięciu wiorst! Przypuszczalnie monarchini nawet tego nie zauważyła, a pomyślała co najwyżej, że na jej drodze nie było mostków…

Drugie zajście było podobne. Jako że wszystkie przesieki są takie same i przecinają się pod kątem prostym, na przedzie jechał zawsze Kołokolcow z carskim łowczym, na kolanach trzymał plan Puszczy i wskazywał, gdzie należy skręcać. Pewnego razu monarcha oznajmił, że nieprzyjemnie jest mu mieć przed sobą powóz, więc nazajutrz chciałby zmienić porządek przemieszczania się. Ponieważ carski stangret nie znał topografii Puszczy, w nocy przeprowadzono pełną mobilizację – rozstawiono po jednym człowieku na każdym skrzyżowaniu, tak aby ruchem ręki wskazywał stangretowi kierunek. W końcu i tak wszelkie wysiłki były daremne, gdyż po przejechaniu pewnego odcinka carowi wydało się, że zabłądzili, poprosił więc, aby Kołokolcow ponownie jechał przodem. Wszystkie nadzwyczajne wysiłki były oczywiście szczodrze opłacane, co przyzwyczaiło miejscową ludność do dodatkowych pieniędzy. Była to najlepsza możliwość podreperowania budżetu. […]

Monarcha przyjechał z całą swoją rodziną. Towarzyszył im minister dworu baron Frederiks, pomocnik hofmarszałka książę Putiatin, adiutant hrabia Gejden, lekarz Girsz i frejliny [tytuł damy dworskiej w carskiej Rosji – przyp. A.K.] – księżna Oboleńska i inne. Od razu na peronie Frederiks przekazał mi carskie zaproszenie na śniadanie w pałacu. Miało się ono odbyć za chwilę, tak więc od razu udaliśmy się na miejsce. Na pierwszym powitalnym śniadaniu było bardzo dużo osób, ale trwało ono krótko, ponieważ już na godzinę później wyznaczono otwarcie dopiero co zbudowanej szosy, a generał-gubernator powinien był mieć jeszcze krótką służbową prezentację u monarchy. Na śniadania zapraszano mnie do pałacu po liturgii niedzielnej lub świątecznej i jeden raz na obiad – w dzień mojego święta pułkowego.

Od razu po zakończeniu śniadania wszyscy zdjęli swoje mundury – miały być przywdziane dopiero w dniu odjazdu monarchy. Jego Wysokość wymagał, aby traktowano go w Puszczy Białowieskiej jak odpoczywającego od carskich zajęć, niczym zwykłego ziemianina, dlatego wszyscy chodziliśmy ubraniach myśliwskich.

Następny dzień upłynął według ustalonego schematu. Między ósmą a dziewiątą rano wszyscy wyżsi urzędnicy mieszkający w Białowieży oraz świta zebrali się przy tarasie pałacu, oczekując wyjścia Ich Wysokości. W końcu pojawili się monarcha i monarchini ze starszymi wielkimi księżnymi. Monarcha, jak i wszyscy obecni na polowaniu mężczyźni był w myśliwskim ubraniu, a ci, którzy jak ja nie brali udziału w polowaniu – w kitlu albo nawet w tużurku. Temu wyjściu nie towarzyszyła żadna podniosłość; Ich Wysokości swobodnie ze wszystkimi rozmawiali i dopóki wszyscy nie rozsiedli się w powozach, trwała zupełnie naturalna, niewymuszona rozmowa, często podsycana kpinami z jakiegoś nieszczęśnika, który poprzedniego dnia zbłaźnił się podczas polowania.

Pamiętam, jak jednego razu dostało się ministrowi dworu Frederiksowi. Poprzedniego dnia zabił on młodego żubra, co zgodnie z zasadami myślistwa jest uważane za przestępstwo, za które należy się kara kilku tysięcy rubli. Według prawa łowów można strzelać tylko do samotnych starych żubrów. W praktyce wymaga to dużego doświadczenia, aby w chwili pojawienia się zwierzęcia w wizurce zdążyć rozpoznać nie tylko płeć, ale i w przybliżeniu jego wiek. Frederiks widocznie tej umiejętności nie posiadał, ale strzelcem był celnym, dlatego ustrzelił młodego żubra. Monarcha darował mu grzywnę, ale długo się z niego naśmiewał.

W czasie carskiego obiadu na placu przed pałacem rozkładano le butin du jour (zdobycze dnia) według rodzaju zwierzyny, zaczynając od ptaków: głuszec, cietrzew, potem zając, lis, sarna, dzik, jeleń a w końcu ogromne sztuki żubra. Bywały dni, kiedy zwierzyny było 200–300 sztuk. Plac okrążali carscy myśliwi w pięknych strojach z dużymi szklanymi latarniami; pochodni było tyle, że plac był w pełni oświetlony. Z tyłu placu, akurat naprzeciw pałacu, znajdowała się myśliwska orkiestra, dosyć prymitywna, jedynie z myśliwskimi rogami i różkami. Na środku placu w fantastycznym średniowiecznym kostiumie oczekiwał monarchy z kindżałem w ręku staruszek Newerly, kierownik białowieskich polowań.

Po zakończeniu carskiego obiadu monarcha z całą rodziną i zaproszonymi gośćmi, ubrany po domowemu w kitlu [китель- kitel, chałat, kaftan, szlafrok – przyp. AK], z filiżanką herbaty w ręku i cygarem w zębach wychodził na taras. Wyjście było witane tuszem myśliwskiej orkiestry, potem następowała cisza, trwająca około minuty, po czym Newerly teatralnym gestem kindżału wskazywał na najmniejszy gatunek ubitej zwierzyny, orkiestra natomiast wygrywała sygnał albo tusz właściwy dla tego gatunku, dla każdego inny. Szczególnie utkwił mi w pamięci motyw lisa, bardzo obrazowo oddający gwałtowny, zygzakowaty bieg tych zwierząt. Ostatni tusz był grany dla żubra – miał taki specyficzny, ciężki charakter. Potem Newerly wkładał kindżał do pochwy i opuszczał swoje miejsce – ceremonia była zakończona.

Zwykły porządek dnia w Białowieży zmieniał się w niedziele i święta. W tym dniu rezygnowano z polowania, a cała carska rodzina uczestniczyła w liturgii, po której odbywało się śniadanie w pałacu, z orkiestrą. Na śniadanie zapraszano wszystkie osoby zajmujące ważniejsze stanowiska. Monarcha zachowywał się jak gościnny gospodarz, częstując obecnych przy stole, dolewając im wódki, polecając ten czy inny jej rodzaj.

W cerkwi carska rodzina zachowywała się jeszcze zwyczajniej: niedaleko prawego chóru [клирос – miejsce w prezbiterium cerkwi na podwyższeniu; przyp. A.K.] rozściełano dywan, na którym stawała carska rodzina, okrążona tłumem wieśniaków. Często jakiś chłop w białej sukmanie przepychał się wśród nich, żeby postawić świeczkę przed obrazem, i nieraz monarcha lub wielka księżna pomagali mu lub też na nowo stawiali świeczkę, która upadła. […]

I tak nadszedł dzień odjazdu monarchy. Wyjazd ustalono na godzinę dziewiątą wieczorem, po obiedzie. Ponownie ubraliśmy się wszyscy w mundury i ci, którzy nie byli w tym dniu zaproszeni do carskiego stołu, zebrali się na carskiej platformie w oczekiwaniu carskiej rodziny.

Generał-gubernator książę Mirski oświadczył mi, że monarcha za zasługi mianuje mnie rzeczywistym radcą stanu z zatwierdzeniem na stanowisku grodzieńskiego gubernatora. Chwilę jeszcze o tym porozmawialiśmy, aż rozległ się krzyk „Hura!” i podprowadzono carski powóz. Monarcha w tym czasie zwrócił się do mnie, podziękował za wspaniały porządek w czasie polowań, pozdrowił mnie nowo nadanym tytułem. Potem zwrócił się do Frederiksa z poleceniem, aby ten wysłał odpowiedni telegram ministrowi spraw wewnętrznych. Nie minęło dziesięć minut, jak carski pociąg przy głośnym „Hura!” żegnających płynnie opuścił platformę. I tak po pobycie carskiej rodziny i częstych, intymnych z nimi kontaktach pozostało jedynie wspomnienie – jak z niezapomnianej bajki…

Wspomnienia gubernatora grodzieńskiego Michaiła Michałowicza Osorgina z polowania w 1903 roku (tłumaczenie Anna Kordiukiewicz). Źródło: М. М. Осоргин, Царская охота в Беловежской пуще, „Советская Белоруссия” 2002, nr 226, artykuł dostępny na stronie:http://bp21.iatp.by/ru/art/a020925.html.

spis treści

© Copyright 2008,    e-mail: